Czym jest endometrioza?
Endometrioza to choroba przewlekła o charakterze zapalnym. Polega na pojawieniu się i rozroście tkanki podobnej do błony śluzowej wyściełającej macicę poza fizjologicznym miejscem jej występowania. Ta nieprawidłowość może wywoływać ogromny ból i szereg różnorodnych dolegliwości, gdyż może umiejscawiać się np. w obrębie: pęcherza, otrzewnej, jelit, płuc, oczu, przepony, blizn pooperacyjnych czy okolicy przegrody odbytniczo-pochwowej. Wówczas wywołuje zupełnie inne objawy niż te kojarzone stricte z dolegliwościami miesiączkowymi, dlatego diagnoza jest tak trudnym i długim procesem. Rozpoznano już kilkadziesiąt odmian fenotypowych endometriozy, stąd trudno znaleźć dwie pacjentki o tych samych objawach. Kobiety udają się do lekarzy różnych specjalizacji i wykonują badania, na które nierzadko trzeba bardzo długo czekać, stąd właściwe rozpoznanie może zająć kilka lat.
Przyczyny endometriozy nie są do końca znane i najprawdopodobniej mają charakter wieloczynnikowy. Wśród możliwych przyczyn wymienia się m.in. uwarunkowania genetyczne, czynniki środowiskowe oraz zaburzenia immunologiczne. Wiele pacjentek, które doświadczają endometriozy, cierpią również na inne choroby autoimmunologiczne. Dawniej łączono powstanie endometriozy z wstecznym odpływem krwi miesiączkowej. Ta teoria jednak upadła, gdy okazało się, że prawie 90% pacjentek w trakcie krwawienia miesiączkowego doświadcza wstecznego przepływu krwi, a wcale nie ma endometriozy. To specyficzna choroba o bardzo indywidualnym przebiegu. U niektórych kobiet mogą występować rozległe zmiany endometrialne, które nie powodują żadnych dolegliwości bólowych i są wykrywane przypadkowo podczas rutynowych badań kontrolnych. Zdarza się, że pacjentka dowiaduje się o obecności torbieli endometrialnej mimo braku wcześniejszych objawów. Z kolei u innych pacjentek, bardzo niewielkie, prawie niemożliwe do uwidocznienia w badaniu USG zmiany – szczególnie endometrioza powierzchowna, która jest najczęstszą postacią, bo dotyczy 80% wszystkich przypadków – może wywoływać bardzo silny, przewlekły ból i znacząco obniżać jakość życia.
– lek. ginekolog Przemysław Łukawski
Pierwsze oznaki choroby
Simona: W wieku 14/15 lat pojawiła się u mnie pierwsza miesiączka. Od początku była bardzo obfita i bolesna. Okres całkowicie wyłączał mnie z życia – lądowałam na podłodze w łazience, skulona i obolała z dolegliwościami jelitowymi. I tak każdy tydzień w miesiącu odebrany przez ból. Po upływie kilku lat objawy się pogorszyły i zaczęły pokazywać mi się przed cyklem, trwając również długo po nim.
Justyna: W ósmej klasie podstawówki dostałam krwawienia międzymiesiączkowego i początkowo się przestraszyłam, bo czytałam w internecie, że to poważne objawy, ale dla mnie cały układ rozrodczy jest tematem tabu i nie potrafię się z nim utożsamiać oraz traktować go jako części swojego ciała, więc nie chciałam tego nawet dalej diagnozować. Kilka lat trwało to krwawienie, już zdążyłam się przyzwyczaić i w drugiej klasie liceum moje bóle miesiączkowe stały się bardzo bolesne. Do tego stopnia, że na 2-3 dni byłam wyłączona z życia, musiałam leżeć na kanapie z termoforem, ale wciąż sobie tłumaczyłam, że wcześniej może nie byłam w pewien sposób dziewczęca, że mnie ten okres nie bolał. Miałam przeświadczenie, że wszystkie kobiety tak cierpią.
Magda: Pierwszego okresu dostałam dosyć późno, bo w pierwszej klasie liceum. Pamiętam, że było to w okresie zimowym i zwijałam się z bólu przez dwa dni, leżąc na łóżku, skulona, w przedziwnej pozycji. Towarzyszyły temu wymioty, biegunka, bóle pleców i straszne bóle głowy. Tak też wyglądała każda kolejna miesiączka, która pojawiała się zresztą bardzo nieregularnie.
Julia: Zdarzyło mi się niejednokrotnie doświadczyć tak ogromnego bólu, że niemalże po prostu wymiotowałam czy miałam omdlenia. Ostatnio musiałam zrezygnować z udziału w kolokwium, bo to był tak silny ból, że nie dałabym rady dojechać na przystanek kolejowy. Więc raczej nie jest to naturalna okresowa dolegliwość. No więc tak zaczęłam się zastanawiać, o co może chodzić. Gdzieś tam w internecie spotkałam się właśnie z informacją, że to może być endometrioza. Wcześniej w ogóle nie słyszałam o czymś takim. Miałam 16/17 lat, jak się pierwszy raz w ogóle zderzyłam z tym określeniem.
Honorata: Moją pierwszą miesiączkę pamiętam, jakby to było wczoraj i zapamiętam do końca życia. Było to w 4 klasie podstawówki i tego dnia miałam lekcje wf-u. Ból podbrzusza był okropny. To był zupełnie nowy rodzaj bólu, coś strasznego. Pamiętam, że mama nie wyjaśniła mi, skąd to się bierze, jedynie tyle, że dziewczynki tak mają – jak wracałyśmy do domu to dostałam od niej kwiatka „bo stałam się kobietą”. Później każdy kolejny okres sprawiał mi ból. W gimnazjum podczas rzutu oszczepem zerwałam więzadła w kolanie i musiałam mieć operację. Mam wrażenie, że wtedy ból skupił się właśnie w tym miejscu, pewnie też zadziałała psychika. Sport był dla mnie bardzo ważny. Od początku podstawówki trenowałam lekkoatletykę, później wieloboje. W latach 2018-2022 trenowałam profesjonalnie rzut młotem. Bóle mi to uniemożliwiały… W liceum jednak zaczęło się już prawdziwe piekło. Dzień lub dwa przed okresem pojawiał się ogromny ból, który starałam się niwelować Nimesilem. Pierwsze dwa dni okresu nie chodziłam do szkoły. Miałam przez to duże problemy m.in. ze sprawdzianami. Brak zrozumienia przez nauczycieli był porażający. Pamiętam, że pani od jęz. polskiego potrafiła mnie nawet zwyzywać, bo myślała, że po prostu próbuję się wymigać z obowiązków. Nawet jak omdlałam u niej na lekcji, nie zmieniło to jej perspektywy. Od swoich rodziców również nie miałam żadnego wsparcia. Mimo że widzieli jak cierpię, nie chcieli nawet sfinansować mi wizyty u specjalisty.
Od gabinetu do gabinetu
Justyna: Wszystko zaczęło się od tego, że w wakacje przed maturą, kiedy miałam 18 lat, chciałam oddać krew i zapisałam się na badania, żeby zapewnić bezpieczeństwo dla biorcy. Wyszły mi bardzo słabe wyniki wątrobowe, więc oczywiście dostałam skierowanie na USG brzucha i po trzech takich badaniach powiedziano mi, że mam torbiel czekoladową, charakterystyczną dla endometriozy. Zapisałam się, więc do ginekolożki, zależało mi na tym, żeby to była kobieta, ponieważ pierwszy raz byłam u takiego lekarza. Wizyta w ogóle nie przebiegła pozytywnie. Nie wiedziałam, czego się spodziewać, a ta lekarka prawie na mnie nakrzyczała, że nie wiem, jak podać prawidłowy czas okresu, bo chyba podałam kiedy się skończył, a nie kiedy zaczął i ona była z tego powodu bardzo niezadowolona. Miała też maseczkę na twarzy, więc całe rozpoznawanie jej mimiki było utrudnione. Już wtedy wiedziałam, że na pewno do niej nie wrócę. Udałam się do innej, jednak ona powiedziała, że nie ma wystarczających narzędzi, żeby mnie zdiagnozować i leczyć. Dlatego odsyła mnie do Szpitala na Borowskiej, największego we Wrocławiu.
Julia: W wieku 18 lat poszłam prywatnie do pani ginekolog. Zrobiła mi badanie USG i pierwsze co mi powiedziała to „O, ma Pani początki endometriozy”. Przestraszyłam się, bo nie wiedziałam dokładnie na czym polega, czy bardzo utrudnia życie itd. Radziła mi się nie przejmować, bo choruje na nią większość kobiet. Nie wiem, na ile to jest prawda, natomiast taką informację dostałam i że mogę coś z tym zrobić za pomocą albo terapii hormonalnej, czyli antykoncepcja, albo ewentualnie przejdzie mi po ciąży.
Magda: Mimo bolesnych dolegliwości nie próbowałam szukać diagnozy. Do pani ginekolog udałam się dopiero w celu znalezienia odpowiedniej dla mnie metody antykoncepcji. Wspomniałam jej jednak o niepokojących objawach, lecz w odpowiedzi usłyszałam tylko „taka Pani uroda”. Po prostu przepisała mi tabletki antykoncepcyjne i tyle.
Simona: Pojawiły się u mnie ogromne bóle owulacyjne do takiego stopnia, że zgięta w pół, płacząca, pojechałam do swojego ginekologa. Mimo że widział, w jakim jestem stanie, twierdził, że „taka moja uroda”. Nie byłam wtedy do końca świadoma, bo wydawało mi się, że i tak lekarz wie lepiej, więc niejednokrotnie jeszcze do niego wracałam. Podczas jednego z USG wykrył polipa trzonu macicy i koniecznie trzeba było go usunąć, więc poddałam się łyżeczkowaniu. W międzyczasie też konsultowałam się z innym ginekologiem, bo uważałam, że warto zasięgnąć opinii jeszcze jednego specjalisty. Jakoś tak po prostu mnie pchało, żeby szukać tego rozwiązania, jednak kiedy ten drugi lekarz usłyszał moje podejrzenia, że może to być endometrioza – wyśmiał mnie. Powiedział, że to teraz taka modna choroba, a ja jestem osobą młodą, więc niemożliwe, że ją mam. Wróciłam więc zdruzgotana do poprzedniego lekarza z pytaniem, czy moglibyśmy jakoś sprawdzić, czy to endometrioza. Skierował mnie na badania krwi, jednak wszystkie wyszły prawidłowo, nawet ten wskaźnik CRP, który czasami jest podwyższony u kobiet z endometriozą i byłam już bardzo zrezygnowana, ale ten lekarz bardzo mnie zaskoczył, powiedział, że „będziemy szukać dalej” i wypisał mi skierowanie do Wrocławia na rezonans magnetyczny miednicy mniejszej w kierunku endometriozy. Opis oczywiście potwierdzał endometriozę głęboko naciekającą i andenomiozę.
Honorata: Dopiero jak zaczęłam w 2021 r. pracować na studiach, mogłam sobie zapewnić wizytę u lekarza. W tym samym roku została mi też założona wkładka Kyleena, która miała załagodzić objawy. 2022 r. starałam się jakoś przetrwać. Wkładkę, która sprawiała u mnie skurcze, wyjęłam w 2024 r. Później zrobiono mi biopsję szyjki macicy, z której nic nie wyszło, ale nie poddałam się. Dwie kolejne ginekolożki powiedziały, że widzą małe ogniska endometriozy, jednak utrzymywały, że jestem młoda i nie miałam jako pacjentka poczucia, że dobrze się mną zajmą. W marcu udałam się do wrocławskiego specjalisty. Wchodząc do gabinetu, poczułam ulgę. Doktor mnie przywitał, a ja od razu zapytałam „czy mogę płakać?” – wyjaśniłam, że to jedyny lekarz, u którego poczułam komfort w gabinecie. Zdiagnozował mnie z endometriozą i to było bardzo emocjonalne przeżycie. Wróciłam do Warszawy tego samego dnia, a kolejnego już pojechałam na SOR z ogromnym bólem macicy już z diagnozą endometriozy. Następnie udałam się do lekarza poleconego przez wrocławskiego specjalistę, aby upewnić się, czy nie mam PCS. W międzyczasie przebadano mnie w kierunku biernego przekrwienia miednicy, trzeba było potwierdzić to wenografią oraz rezonansem żył miednicy mniejszej. W maju karetka zabrała mnie z pracy do Szpitala im. św. Zofii na Żelaznej w Warszawie przez atak bólowy. W szpitalu zapewniono mi świetną opiekę i wsparcie. Z opisem i rezonansem już udałam się do poleconego lekarza w czerwcu. Potwierdził PCS i zalecił noszenie wyrobów kompresyjnych. Moje wcześniejsze podejrzenie padaczki okazało się POTS, czyli syndromem tachykardii posturalno- ortostatycznej, a kompresja też na to pomaga. W lipcu dodatkowo pojawiły się bóle macicy nie do zniesienia. Udałam się do kolejnej ginekolożki, z którą już wcześniej miałam umówioną wizytę. Bardzo się stresowałam. Poszłam na nią z przyjaciółką. Pani doktor od razu wyczuła, że z endometriozą jestem całkiem sama i że trudno jest mi finansowo dopiąć wszystkie badania. Zapewniła mnie, że nie jestem jedyną kobietą, która tak ma. To jest bardzo częste. Dużo osób nie rozumie i nie chce rozumieć tej choroby. No dobrze, tylko co my mamy powiedzieć? My z tym żyjemy, potrzebujemy też wsparcia. Jeśli chodzi o badanie powiedziała, że najwięcej endometriozy mam na otrzewnej i na prawym jajniku.
Zosia: Dwa dni przed rozpoczęciem mojej rezydentury byłam na kontrolnych badaniach u zaufanej ginekolożki i w moim lewym jajniku doktor zapowiedziała, że mam dwie, może trzy zmiany, które odpowiadają obrazowo zmianom USG torbieli endometrialnych. Każde z nich ma około 20 do 27 milimetrów, więc wydawać by się mogło, że to niewiele, jednak jajniki mają mniej więcej 4 centymetry długości. No to taka torbiel nawet 30 milimetrowa brzmi jak coś dużego i tak też było. Byłam zdziwiona, bo na ostatniej kontroli byłam dosłownie 4 miesiące wcześniej i wszystko było w porządku, no ale mówimy o tym lewym jajniku. Natomiast na prawym miałam torbiel krwotoczną. Usłyszałam od lekarki, że chyba mam endometriozę. W sensie chyba, z naciskiem na to, że powinnam zrobić markery nowotworowe, m.in. CA125 i ROMA. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której ja, jako lekarka nie mówię, co warto by było rozważyć i co powinniśmy wprowadzić, oczywiście dając pole pacjentce do wyboru, bo to przecież ona decyduje. Natomiast moja lekarka uznała – poczekajmy. Więc pytam: ale na co mamy czekać?
Hormony, operacje i nadzieja
Julia: Po otrzymaniu diagnozy temat endometriozy się dla mnie zakończył. Nie zdecydowałam się na leczenie hormonalne z obawy przed skutkami ubocznymi. Poza tym jest jeszcze fakt, że moja ciocia brała tabletki antykoncepcyjne i bardzo możliwe, że to przyspieszyło u niej rozwój nowotworu. Na chwilę obecną bóle stały się łagodniejsze, a lekarka i tak przepisała mi silne leki przeciwbólowe, na wypadek gdyby dolegliwości wróciły.
Magda: Kiedy zaczęłam brać hormony, moje krwawienia nadal były nieregularne – pojawiały się co cztery lub sześć miesięcy – nigdy nie wiedziałam, kiedy się pojawią. Na szczęście po przyjęciu kilku opakowań wszystko się w miarę unormowało, łącznie z regularnością i dolegliwościami.
Simona: Po tym, jak wrocławski specjalista wykrył u mnie guza na jelicie oraz potwierdził dodatkowo wszystko to, co wcześniej pokazał rezonans, zalecił jak najszybszą operację. Odbyła się w 2023 r. i kosztowała mnie 50 tysięcy złotych, bo lekarz na NFZ nie podjął się operowania mnie, więc musiałam udać się prywatnie. Do dziś odczuwam finansowe konsekwencje tej decyzji.
Justyna: Trzecia ginekolożka przepisała mi tabletki, to była Atywia, przestało mnie boleć, ogólnie miałam lepsze samopoczucie, ale torbiel nie zmniejszała się i dopiero lekarz, który teraz mnie prowadzi, przepisał mi kolejne tabletki o nieco innym składzie, dokładnie Cerazette i one zaczęły działać. Już nie mam tej torbieli prawie w ogóle i też moje samopoczucie bardzo się poprawiło. Obecnie nie mam wcale okresu, co jest boskie, uwielbiam to, ale w momencie, kiedy kończy mi się blister, moje ciało wie, że powinno mieć okres, więc prostu mam problemy trochę ze swoim stanem psychicznym, z patrzeniem w lustro, też puchnę, ale to już nie jest tak widoczne, jak przy poprzednich tabletkach.
Zosia: Po tym, jak poprzednia lekarka kazała mi „czekać”, mój partner, który również jest lekarzem pomógł mi znaleźć innego specjalistę. Na tej wizycie okazało się, że w pewnym sensie nie jest tak źle, bo tylko dwie z trzech wcześniej zdiagnozowanych zmian są torbielami endometrialnymi. Ta torbiel krwotoczna po prostu miała się gdzieś tam wchłonąć, więc to mi bardzo na pewno ułatwiło poradzenie sobie z tym w głowie. Natomiast jedna niepokojąca rzecz się okazała – stwierdzono mi adenomiozę. Musiałam zacząć leczenie hormonalne.
Honorata: Przeszłam przez leczenie hormonalne lekami Limetic i Ryeqo. Konieczna była jednak operacja – termin wyznaczono na 25 września 2025 roku. Musiałam się przygotować emocjonalnie oraz finansowo, ponieważ koszt oscylował wokół 25 tysięcy złotych. Po operacji największym wyzwaniem było wejście po schodach do domu na 5. piętro bez windy. Nie mogłam wytrzymać tego uczucia ściągnięcia szwów i ból sprawiało mi unoszenie nóg do góry. Do końca roku się regenerowałam. Obecnie od prawie roku jestem na sztucznej menopauzie lekiem Ryeqo.
Nie tylko leki
lek. Przemysław Łukawski: Wiele pacjentek, które stosuje dietę przeciwzapalną, w tym śródziemnomorską, eliminując różne alergeny (typu gluten, kazeina, cukry) odczuwa znaczne złagodzenie dolegliwości i zmniejsza przyjmowanie leków przeciwbólowych. Produkty bogate w kwasy omega-3, antyoksydanty, błonnik oraz witaminy, a ubogie w omega-6 wspierają naturalne mechanizmy przeciwzapalne organizmu.
Honorata: Najbardziej korzystne przy endometriozie u mnie było wykluczenie przetworzonych produktów. Z diety wyeliminowałam sery oraz od 4 lat nie jem czerwonego mięsa. Ale głównie dlatego, że te produkty mi nie smakowały i nie czułam się po nich zbyt dobrze. Teraz w lecie będą moje ulubione, przeciwzapalne truskawki, więc nie mogę się doczekać. Poza tym suplementuję m.in. selen, cynk, magnez i kurkuminę. Próbuję też stopniowo wrócić do treningów na siłowni.
Simona: W pewnym momencie wydawałam około 2 tysięcy złotych miesięcznie na same suplementy i probiotyki. To jest coś, o czym mało się mówi, że oprócz bólu płacimy też bardzo wysoką cenę finansową za próbę odzyskania zdrowia. Endometrioza to choroba zapalna, więc dieta przeciwzapalna może realnie wpływać na zmniejszenie objawów. U mnie oznacza to obserwowanie organizmu i eliminowanie produktów, które nasilają stan zapalny. Suplementacja, choć kosztowna wspiera jelita, odporność i pomaga regulować stan zapalny w organizmie.
Zosia: Nie jestem fanką suplementów. Będąc lekarką, kiedy usiadłam pierwszego dnia po dostaniu już faktycznej diagnozy i zostałam zalana w internecie tym, że komuś endometriozę uleczyło lepsze spanie oraz zioła ajurwedyjskie, to myślałam, że jestem w jakimś innym uniwersum. Preferuję raczej ruch – zapisałam się na TKZ (Twoje Kobiece Zdrowie). To jest taka platforma prowadzona przez Irynę z Twój Kobiecy Fizjo. I nie żałuję ani złotówki wydanej na ten program. Zdecydowanie lepiej się czuję i uważam, że ważne w tej chorobie jest znalezienie w miarę możliwości własnej, dopasowanej formy ruchu.
Codzienność z endometriozą
Simona: Zmagam się z ogromnymi zawrotami głowy, mgłą mózgową i bardzo niską tolerancją wysiłku. Nawet dłuższy spacer potrafi skończyć się tym, że później „odchorowuję” go przez wiele godzin. Ból promieniuje do nóg i okolic odbytu, co ogranicza nawet tak podstawowe rzeczy jak siedzenie czy stanie. Bolesne jest dla mnie także oddawanie moczu i uczucie niepełnego opróżnienia pęcherza. Do tego dochodzi przewlekłe zmęczenie takie, które nie mija nawet po przespanej nocy. Objawy nasilają się okresowo i są ze mną cały czas, wpływając na każdą sferę życia: społeczną, zawodową i psychiczną. Bo trzeba też powiedzieć wprost, że to bardzo samotna choroba. A zdrowie psychiczne w chorobie przewlekłej jest niezwykle kruche. Stres dodatkowo nasila stan zapalny, więc wsparcie, zrozumienie i empatia są absolutnie kluczowe. Nauczyłam się doceniać małe rzeczy np. spokojne wieczory na kanapie, obecność bliskiej osoby, ulubiony serial. I co ważne nie mam już poczucia winy, kiedy po kilku minutach po prostu zasypiam. Żyję bardziej chwilą niż lękiem o to, że jutro będzie gorzej. Uważam, że bardzo ważne jest wsparcie nie tylko od rodziny czy lekarzy, ale też od innych kobiet, które żyją z endometriozą. Choć tworząc społeczność w internecie, widzę ogrom wsparcia, to niestety spotykam się też z tym, że niektóre kobiety, zmęczone swoją walką i latami oczekiwania na diagnozę, niestety hejtują inne.
Justyna: Nie czuję, że endometrioza jest częścią mnie. Kiedy ją u mnie zdiagnozowano, zostałam wepchnięta na siłę w ramy kobiecości, ponieważ jest to choroba, która dotyka tylko kobiety. Co więcej, oznaczało to drastyczny koniec mojego dzieciństwa, bo straciłam całkowity dostęp do swojego ciała. Ono stało się materiałem lekarzy, to oni mogli je badać, dotykać, nie było już całkowicie moje. Endometrioza nie jest moją osobowością, więc nie chcę pozwolić, by opanowała moją codzienność i tożsamość.
Honorata: Endometrioza wpływa na całe życie, na wszystko. Potrafiła zabrać mnie z pracy – moi uczniowie widzieli, jak karetka jedzie do mnie lub jak płaczę z bólu albo mdleję. Na uczelni moi profesorowie wielokrotnie ratowali mnie z ataków syncope POTS, wzywali karetkę. Obciąża to moich przyjaciół, stresuje pod kątem, czy oni tym razem nie będą musieli wzywać pomocy medycznej. Poza tym mój układ nerwowy jest przeciążony, sen nie daje mi odpoczynku, jestem też ciągle zmęczona, wyczerpana, nie mam sił. Nauczyłam się już odpuszczać aktywności w ramach zostania w domu i po prostu odpoczywania, prowadzenia slow life.
Diagnostyka endometriozy – nadzieja na szybsze rozpoznanie
Jak podaje fundacja Endopolki, na endometriozę w Polsce cierpi ponad 2 mln kobiet. Są to jednak przypadki zdiagnozowane, więc całościowo jest ich zapewne jeszcze więcej. Świadomość o chorobie z roku na rok jest coraz większa. Powstają grupy, fora oraz listy najbardziej polecanych specjalistów w kraju. Najważniejsze dla poprawy jakości życia kobiet cierpiących na endometriozę pozostają jednak postępy w zakresie diagnostyki i leczenia, które mogą realnie zmniejszyć ból i skrócić czas oczekiwania na właściwą diagnozę.
Pod względem rozwoju sytuacja rzeczywiście wygląda obiecująco. Pojawiają się nowe metody diagnostyczne i testy. Planowane jest wdrożenie nowych testów diagnostycznych dotyczących endometriozy. Obecnie diagnostyka opiera się głównie na wywiadzie, usg narządu rodnego i laparoskopii. Oferowane na rynku testy ENDOMKIT ze swoją czułością na poziomie 50% są jedynie narzędziem wspierającym lekarza i obecnie nie są już promowane tak intensywnie, jak wcześniej. Dlatego wciąż poszukuje się lepszych rozwiązań — być może bardziej opartych na diagnostyce genetycznej lub molekularnej. Jednocześnie ogromnym wyzwaniem pozostaje sama rozpoznawalność choroby w badaniach obrazowych. Nawet rezonans magnetyczny wykonywany z powodu przewlekłych dolegliwości bólowych nie zawsze pozwala na prawidłowe rozpoznanie endometriozy. Obecnie duży nacisk kładzie się więc na szkolenia radiologów, aby lepiej identyfikowali ogniska choroby. Torbiel endometrialną rozpozna praktycznie każdy specjalista — często wystarczy do tego zwykłe USG. Znacznie trudniej jest wykryć zmiany zlokalizowane np. w przegrodzie odbytniczo-pochwowej, pęcherzu moczowym czy jelitach. Ich prawidłowy opis ma ogromne znaczenie także dla operatora planującego leczenie chirurgiczne oraz w wyborze ośrodka i odpowiedniej metody zabiegowej.
lek. Przemysław Łukawski
Są nadzieje, że chorobę będzie można lepiej rozpoznawać, diagnozować i leczyć. Organizowane są dla lekarzy ginekologów liczne kursy praktyczne w zakresie ultrasonografii. Wszystko po to, aby pacjentki nie musiały tak długo czekać na diagnozę i podjąć leczenie wcześniej.
Endometrioza nie definiuje tego, kim jestem
Na co dzień uczę się żyć w zgodzie z tą chorobą. Dostosowywać tempo, słuchać swojego ciała i odpuszczać, kiedy trzeba. Ale jednocześnie bardzo pilnuję tego, żeby w tym wszystkim nie zgubić siebie.
Simona
To, co jest dla mnie naprawdę ważne i czego nie chciałam, żeby odebrała mi endometrioza, to jest to, żebym nie podporządkowała całego swojego życia tej chorobie. Nie chcę tak żyć.
Zosia
Endometrioza nie definiuje tego, kim jestem.
Justyna
Endometrioza chciała odebrać mi wszystko, ale się nie poddałam.
Honorata

